One shot #1

Meh, taki one shot na szybko. Nie, nie umarłam, jeszcze żyję. Po prostu nie miałam weny, żeby cokolwiek napisać. Łapcie i czytajcie.
_____________

Starał się zamienić z nim tylko kilka słów, ale nie zawsze mu się to udawało. Musiałby mieć w sumie sporo szczęścia, żeby mu powiedzieć choćby 'cześć'. Jednak od kilku dni już mu to nie będzie dane. Heh, cierpienie ludzi, którzy są tchórzami, jest czasem śmieszne. W ciągu całej ludzkości miałem okazję widzieć ją w różnych wariantach, ale i tak nigdy nie przestanie mnie bawić.

Najlepsi przyjaciele - ile ja ich już widziałem? Szczególnie tych sztucznych... Takimi zawsze gardziłem, a akurat jednego z nich mam teraz okazję widzieć. Takiego, wiesz, stalkera, który był chory na głowę i uważał go za swojego 'bff'. Lubił go zawsze nachodzić po zajęciach, robić zdjęcia z ukrycia, no, typowy, jak ja to nazywam, 'cichy' stalker. Tacy są jeszcze śmieszniejsi, wiesz? Bo nie mają odwagi wyznać swojej chorej pasji.

Teraz siedzi nad jego grobem. Światło zniczy przyświeca ślady jego fałszywych łez. Szkoda, że ludzie nie słyszą, jak się z nich czasem bardzo głośno śmieję, bo może doszliby do wniosku, że są naprawdę żałośni. Tchórze, takich szczególnie nienawidziłem.

Słyszę jak coś szepcze. Nie wsłuchuję się jednak, bo wiem, że to tylko stek kłamstw, które może wyjdą na światło dzienne. Nie mam możliwości powrotu do przeszłości ani przeniesienia się na przód. Czyżby Bóg aż tak mnie nienawidził? Bardzo możliwe.

Słyszę jego kroki. Ociera twarz rękawem czerwonego swetra. Chryste, czy ty to widzisz? On nawet nie raczył się ukazać na pogrzebie, taki z niego najlepszy przyjaciel na zawsze. Jeśli on go jeszcze kochał, to chyba się uduszę ze śmiechu. Ach, no tak, zapomniałem - przecież jestem nieśmiertelny, a sam sprowadzam śmierć, chaos i opustoszenie. Trochę to ironicznie brzmi, że jestem nieumarłym, a martwym w środku, ale, cóż, Bóg mnie takim stworzył.

Jedzie czerwony Chevrolecik. Heh, byłoby szkoda gdyby czerwony sweterek stał się bardziej czerwieńszy, a salonowe autko zniszczone. I jeszcze dopasowane do siebie kolorystycznie...

_______

Widziałem w jej zapłakanych oczach cierpienie i strach. Ale ten skurwiel i tak się na nią darł, gruby pijak po czterdziestce, który nie pozwalał jej jeść. Łzy spływały po wychudzonych policzkach i wystającym mostku. Jej obraz się rozmazywał. I w końcu rozmazał się na zawsze.

Przytuliła się do mojego ciała. Nie, nie jestem szkieletem chodzącym w habicie z kosą w ręce - jestem czymś unikalnym, ciężkim do opisania. Trochę podobnym do człowieka, ale też nie potworem. Przytuliła się do mojego, jak to ludzie nazywają, torsu. Ja ją starałem się pocieszyć, bo wiedziałem, że za chwilę będzie szczęśliwa. W końcu nic nie zrobiła żadnemu człowiekowi, nie poddawała się... Była silną kobietą.

Jej zwłoki osunęły się na ziemię. Jeszcze ktoś mógł ją uratować, ale ja wiedziałem - on jej nie uratuje, skoro jeszcze rozpieprza na jej głowę butelkę. Dla pewności. Typowy alkoholiczny mąż.

Szyjkę po butelce rzuca gdzieś w kąt pokoju, a dziewuszka zaczyna krwawić. Czy jej się należało? Według mnie nie, ale Bóg sam jeden wie, co się będzie święcić z jej duszą.

Na regale leżały kluczyki. Nareszcie, stary dziadu. Wykorzystam to, że jesteś pijany, uwielbiam się mścić na ludziach.

_______

Pisk opon, nagłe hamowanie, dźwięk tłuczonego szkła, uliczny tłok - idealnie pasuje do śmiertelnego wypadku. Wszyscy się dziwili, że facet jedzie ponad prędkość, jednak tą przyczynę znałem tylko ja - bierny obserwator ludzkości - śmierć.

W końcu się spotkali. Tato, czy to ty? Tak, synu, to ja, twój alkoholiczny ojciec. Zaraz ci wpierdolę za bycie gejem. Czemu mi nic nie mówiłeś? Ach, bo się bałeś.

Zastanawiam się teraz komu jeszcze zrobić taką niespodziankę...
________
Ok, to na tyle dzisiaj, może w końcu dodam tu jakiś rysunek czy coś. I mam pytanie - czy mam kontynuować tamto opowiadanie? I jak je zatytuować? Z góry dzięki za opinie.

Monsterette

Komentarze